towarzyszenie, pomoc, opieka, troska, akceptacja, miłość
Doświadczenie bycia przy chorym, bliskim, świadomość, że to nie musi się skończyć wyzdrowieniem. Czasem nieuchronnie w bezradności najlepszej nawet współczesnej medycyny, czasem pomimo zapewnień, że to rutynowy zabieg.
Zresztą, każdy kto podpisuje zgodę na zabieg i wie co tam jest komunikowane, przyjmuje do wiadomości, że coś jednak może pójść nie tak. Zbyt kruche jest nasze życie by być pewnym.
Niezależnie od realności zagrożenia, prawdopodobieństwa komplikacji i profesjonalności personelu medycznego nie zostajemy pozbawieni niepokoju, czym bliższa osoba tym bardziej odczuwalnego.
Zaakceptuj fakt, że nie ma pewności i nikt ci jej nie da. Nie jesteśmy panami życia.
Chory raczej nie czeka na komunikat, że na pewno będzie dobrze. To często jest tani sposób na zamaskowanie strachu.
A jednak, szukamy najlepszych rozwiązań, lekarza o najlepszej opinii, płacimy za prywatną opiekę, jedziemy na drugi koniec kraju lub świata, szukamy alternatywnych metod leczenia. To trudny temat, bo dobrze jest szukać najlepszych rozwiązań, opieki, wiedzy. Jak się nie zagubić w wielości opinii, trudnym dostępie do fachowców, skomercjalizowanym, a czasem wręcz do bólu chciwym i odhumanizowanym systemie wyciągania pieniędzy (bo trudno to w tym kontekście nazwać systemem opieki medycznej). Pojawią się też oczywiście pokusy skorzystania z wioskowego lub co gorsza internetowego szamana, zioła działającego cuda czy cudownej mszy odprawionej na jakieś świętej górze po której na pewno nastąpi uzdrowienie.
A jednak szukamy. I szukać powinniśmy.
Zaangażuj się, warto pytać, warto mieć i słuchać rady jakiegoś zdrowo myślącego i mniej zaangażowanego przyjaciela. Na pewno warto nie wierzyć w obietnice cudów i nie wozić chorego do 35go z kolei cudotwórcy. Słuchanie lekarza którego wyróżnia życzliwość, fachowość, pragmatycznego ale też słuchającego jest na pewno dobrą intuicją.
Zaakceptuj fakt, że medycyna jest ograniczona. Zaangażuj się i szukaj. Słuchaj rady i nie wierz cudotwórcom.
Pierwsze objawy, diagnoza, czasem przekonywanie, że to jednak nie jest tak, że: "nie po to wymyślili karetkę pogotowia żeby facet chodził o własnych siłach do lekarza". I docierająca do nas świadomość, że ten problem sam się nie rozwiąże. I nawet nie pomoże cherbatka z ziułek i czosnek z mlekiem. Trzeba wziąć była za rogi i zająć się problem. Dobrze jest nie odkładać na jutro, ani obiecywać, że przejdzie jak tylko .... Nie, mamy problem, być może go nie rozumiemy. Mamy nadzieję na dobre wiadomości. Ale wybieramy się w podróż i szykujemy się do walki. Nie oczekujmy ani łatwych rozwiązań, ani, że jutro wszystko wróci do normy. Być może nie wróci, być może wymusi na nas zmianę naszego życia, przyzwyczajeń. Chory nie oczekuje tych głupawych zapewnień że wszystko będzie dobrze. On najprawdopodobniej swoją intuicją najbardziej wyczuwa powagę sytuacji. On oczekuje zapewnienia: będę z Tobą, będziemy walczyć i będziemy blisko, wyruszamy w drogę i będziemy na niej razem. A już na pewno nie można go przekonywać że musi wyzdrowieć. Nie, nie musi, zapewne bardzo chce. Ale jeśli będzie inaczej, jeśli zostanie chory, niepełnosprawny lub odejdzie to może. A my będziemy przy nim i będziemy normalni, i będziemy kochać i cieszyć się każdą chwilą razem. Bardzo prawdopodobne, że chory, o ile jesteśmy w bliskiej relacji bardziej niż własnej śmierci czy choroby boi się o nas, o nasz smutek, rozpacz, nieporadność, samotność. Dajmy mu, jak najlepszy prezent wiarygodną nadzieję że sobie poradzimy, i potrafimy być szczęśliwi niezależnie od tego co się wydarzy. I tego się nie da zrobić słowami, to trzeba mieć w sobie. Jeśli gdzieś, to tu najbardziej widzę potrzebę by iść, nawet o 23 wieczorem do szpitalnej kaplicy i tak długo tam kłócić się z Bogiem aż zrobi nasze serce gotowe.
Służba zdrowia. Gdy zaczyna się poważnie to poznajemy też system nazywany Służbą Zdrowia. To jest dość kretyński pomysł by próbować go naprawiać tylko dlatego że nie obsługuje potrzeb naszego chorego zgodnie z naszymi oczekiwaniami. A już próba jego naprawiania przez zwykłe narzekanie lub wylewanie swoich frustracji na personel szpitalny jest zwyczajnie przeciw skuteczne. Dużo więcej wskurasz uśmiechem, wdzięcznością, odrobiną życzliwości. Jak nie chcesz się czuć jak trybik bezdusznego systemu to najlepszym sposobem jest personalne i z szacunkiem traktowanie jego personelu. To oczywiście pozwala na jasne konunikowanie, że tak samo chcemy być traktowani. Zaręczam, odrobiną sympati, szacunku, sprytu i poczucia humoru potrafi zrobić niewyobrażalne cuda.
Traktuj innych z szacunkiem i sympatią jakiej oczekujesz dla siebie i dla twojego chorego. Troszkę uśmiechu. Tu się pojawia też temat łapówek, jeśli wierzysz że ludzie są w zasadzie dobrzy, to czemu chcesz im płacić za wypełnianie swoich obowiązków.
Bądź. Odwiedzaj, rozmawiaj, zadzwoń, ale nie zamęczaj. Pozwól też choremu chorować. Jest chory fizycznie, nie jest pewne czy potrzebuje obecność bliskich 20 godzin na dobę. I na pewno nie potrzebuje odwiedzin ciotek, sąsiadki i kogoś kto sobie akurat przypomniał o nim w chorobie. Bywają od tego wyjątki, czasem trzeba usiąść i być. Bądź subtelny, bliskość wymaga uwagi ale też umiaru.
Przychodzi taki moment, że trzeba zaakceptować, że nic nie mamy już do zrobienia. Lekarze robią swoje a nam pozostała bliskość, uśmiech. Może też ważne jest by dbać nie tylko o chorego, ale też o siebie, i innych. Przynajmniej kilka godzin snu. Posiłek. Spacer.
Bezsilność jest trudna, nie ma jednak powodu by ją maskować jakąś aktywnością, Nie zawsze możesz pomóc, zawsze możesz dawać bliskość i miłość.
Jeśli jesteś tą najbliższą osobą to być może czas trudnych decyzji, nie wolno przed nimi uciekać, nie ma miejsca na własny strach czy słabość. Trzeba chronić chorego. To może być zgodna lub odmowa zmiany leczenia. To może być odmowa odwiedzin komuś kto "musi bo będzie się czuł źle". To wreszcie może być telefon do najbliższych by przyjechali się spotkać, i nie jutro, dzisiaj. To może być jeszcze coś innego, co przez swoją graniczność będzie trudne. I możesz być w tym sam. Nie ma dobrej rady jak przez to przejść a tym bardziej jak się przygotować.
Dalej, dalej jest już tylko pogodzenie się z tym co się wydarzyło. Ale to już nie jest o chorowaniu tylko o żałobie. Osobny wielki temat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz