Kilka cytatów z książki:
Złączeni. Przysięga małżeńska czarno na białym. ks. Marek Dziewiecki
Zaczynamy rozumieć samych siebie dopiero wtedy, gdy potrafimy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nieszczęśliwi są ci, którzy nie czują się kochani lub którzy sami nie kochają, a dlaczego promieniują radością ci, którzy odpowiadają miłością na miłość.
Kto jeszcze nie odkrył, że jest kochany przez Boga bezwarunkowo i nieodwołalnie, nie będzie umiał kochać małżonka aż do śmierci i za każdą cenę.
Kto nie kocha, ten przestaje wierzyć w to, że jest kochany. Biblia nie pozostawia wątpliwości co do tego, że być człowiekiem to być kimś zdolnym do miłości.
Trzecią istotną cechą człowieka jest to, że człowiek nie ma granic w rozwoju. Żaden człowiek nie został stworzony na swój obraz i podobieństwo czy na podobieństwo swoich rodziców, lecz na podobieństwo samego Boga, który jest miłością.
Jeśli ktoś zadowoli się tym, co już osiągnął, i zatrzyma w rozwoju, czeka go regres i kryzys. Być człowiekiem to znaczy bez końca rozwijać się w dobru i prawdzie, w mądrości i miłości, w świętości i pięknie.
Najważniejszą miarą rozumności jest dojrzała miłość, gdyż miłość jest nie tylko szczytem dobroci, lecz także szczytem roztropności i owocem uczciwego myślenia.
Po grzechu pierworodnym każdy z nas jest zagrożony tym, że wyrządzi krzywdę samemu sobie i że będzie marnotrawił swoje człowieczeństwo: swoją mądrość, wolność, czystość i świętość, swoją zdolność do życia w miłości, wierności i odpowiedzialności. Każdy z nas, dzieci Adama i Ewy, jest w jakimś stopniu wewnętrznie zraniony – w sferze ciała, płciowości i seksualności, w sferze psychicznej, duchowej, moralnej, religijnej i społecznej, w sferze wolności, pragnień, ideałów i aspiracji.
Przysięgi sakramentalnej nie składa bliżej nieokreślony, anonimowy, tajemniczy czy abstrakcyjny człowiek, lecz właśnie JA, mający swoje imię, swoją osobowość i swoją historię, konkretny człowiek znający sam siebie: swoje możliwości i swoje ewentualne ograniczenia co do miłości, wierności i uczciwości
Wziąć kogoś za żonę / za męża to wybrać tę osobę za kogoś, kogo odtąd kocham i kogo aż do śmierci będę kochał zdecydowanie bardziej niż wszystkich innych ludzi, a zatem bardziej niż rodziców, bardziej niż rodzeństwo, bardziej niż dzieci, bardziej niż krewnych i przyjaciół – obecnych i przyszłych. Wybrać kogoś na małżonka to zadeklarować, iż kocham tę osobę tak wyjątkowo mocno, że wyłącznie Boga kocham bardziej.
Szczytem wolności jest podjęcie decyzji o tym, że kocham. Kto bowiem kocha, ten korzysta ze swojej wolności w najmądrzejszy i najbardziej błogosławiony ze wszystkich możliwych sposobów. W świetle tego, co powiedzieliśmy, przysięga małżeńska nie jest rezygnacją z wolności – jak uważają czasem ludzie, lecz przeciwnie: jest to jeden z najbardziej nobilitujących człowieka sposobów korzystania z otrzymanego od Boga daru wolnści.
Tak to już jest, że wszystko, co cenne, a trudne do pozyskania, bywa podrabiane. Tak jest ze złotem albo z diamentami – tak też jest z miłością.
Nawet w małżeństwie współżycie seksualne jest jedynie epizodem w całym kontekście codziennej czułości i troski o kochaną osobę.
Gdyby miłość była uczuciem, nie można byłoby jej ślubować
Nasze przeżycia i nastroje pojawiają się i odchodzą bez pytania o naszą zgodę. Miłość natomiast jest stała i wierna – niezależna od uczuć, które w danym momencie przeżywamy w związku z daną osobą. Uczucia bywają głupie – miłość jest mądra.
Miłość to efekt decyzji, że chcemy być dla drugiej osoby darem i chcemy troszczyć się o jej los.
Człowiek dojrzały rozumie, że nie jest możliwa miłość na próbę ani związek na próbę, gdyż nie jest możliwe życie na próbę.
Kto składa sakramentalną przysięgę miłości, ten zobowiązuje się kochać na wzór Jezusa, gdyż żadna inna miłość nie istnieje.
Podobnie człowiek powinien zasługiwać sobie na czyjeś zaufanie albo by być dla kogoś autorytetem. Jedynie miłość jest za nic. Bóg kocha nas bez żadnej zasługi z naszej strony i bez stawiania nam żadnych wstępnych warunków. Kocha nas także wtedy, gdy my Go nie kochamy, gdy nie kochamy nikogo z ludzi ani samych siebie.
Doczesność nie jest piekłem, gdyż póki żyjemy, mamy szansę nawrócić się i zacząć kochać, nawet jeśli dotąd tego nie robiliśmy.
Doczesność nie jest też niebem, bo nawet jeśli ktoś dzisiaj jest zaprzyjaźniony z Bogiem i kocha, to nie ma pewności, czy jutro nie ulegnie słabościom. Jeśli przestanie czuwać i nawracać się, jeśli oddali się od Boga, to może wejść w kryzys i przestać kochać. Właśnie dlatego Jezus stwierdza, że kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony (por. Mt 24,13).
Jezusa, ten wie, że kochaną osobę czasem trzeba upomnieć, a czasem trzeba, a nawet należy się przed nią bronić. Natomiast nigdy nikogo nie wolno szantażować wycofaniem miłości – zwłaszcza osoby, której ślubowało się największą miłość, jaka może zaistnieć między ludźmi, czyli miłość małżeńską.
Małżonkowie ślubują sobie, że nie opuszczą się aż do śmierci, właśnie po to, by okazywać sobie miłość z bliska.
Narzeczeni, którzy są świadomi tego, że Bóg kocha nas nad życie i że tę Jego miłość mamy naśladować, deklarują, że są gotowi w razie potrzeby oddać życie za współmałżonka czy dzieci. Bywa, że rzeczywiście zachodzi taka konieczność (gdy np. matka poświęca życie dla ratowania życia dziecka), ale częściej to oddawanie życia jest jakby „na raty”: to nic innego, jak codzienna ofiarna służba dla bliskich od świtu do nocy, to „umieranie” każdego dnia dla swojej rodziny, kosztem swoich sił, swojego zdrowia; to padanie ze zmęczenia. Taką miłość ślubują sobie narzeczeni.
Dojrzali narzeczeni mają świadomość tego, że nie ma małżeństw idealnych, gdyż nie ma idealnych ludzi – każdy z nas ma swoje słabości i ograniczenia, każdy w jakimś stopniu rozczarowuje innych i siebie. Żaden mąż ani żadna żona nie wypełnia w idealny sposób przysięgi miłości i nie da się uniknąć zaciągnięcia mniejszej czy większej winy wobec współmałżonka. Z tego powodu w małżeństwie trzeba sobie okazywać miłość miłosierną.
W przysiędze małżeńskiej nie chodzi o miłość jakkolwiek rozumianą, lecz o miłość prawdziwą – czyli taką, jakiej uczy nas Chrystus i jakiej nikt inny nauczyć nas nie zdoła. Jest to miłość bezwarunkowa, nieodwołalna, z bliska, widzialna, za każdą cenę, a jednocześnie mądra i miłosierna. Kto tak kocha, ten doświadcza radości, jakiej ten świat ani dać, ani zabrać nie może, a jego współmałżonek, obdarzony taką miłością, czuje się bezpieczny i chroniony niezależnie od tego, co przyniesie życie.
Gdy ktoś spotyka się i rozmawia z trzecimi osobami, to winien zachowywać się w taki sam sposób, jakby obok był jego małżonek. Warto zachować w tym względzie czujność, gdyż uczciwość – podobnie jak wierność – jest niepodzielna, zatem złamanie zasad uczciwości w jednej sprawie prowadzi do nieuczciwości także w innych dziedzinach życia.
W słowach „że Cię nie opuszczę” mieści się nie tylko zewnętrzne rozstanie. Narzeczeni, wypowiadając przysięgę małżeńską, równie stanowczo wykluczają wewnętrzną „emigrację”, czyli zamykanie się we własnym świecie pracy, zainteresowań, hobby czy pasji. Wykluczają zatem życie obok małżonka, a nie z nim i dla niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz