czwartek, 21 marca 2024

Złączeni

Kilka cytatów z książki:
Złączeni. Przysięga małżeńska czarno na białym. ks. Marek Dziewiecki


Za­czy­na­my ro­zu­mieć sa­mych sie­bie do­pie­ro wtedy, gdy po­tra­fi­my od­po­wie­dzieć na py­ta­nie, dla­cze­go nie­szczę­śli­wi są ci, któ­rzy nie czują się ko­cha­ni lub któ­rzy sami nie ko­cha­ją, a dla­cze­go pro­mie­niu­ją ra­do­ścią ci, któ­rzy od­po­wia­da­ją mi­ło­ścią na mi­łość.

Kto jesz­cze nie od­krył, że jest ko­cha­ny przez Boga bez­wa­run­ko­wo i nie­odwo­łal­nie, nie bę­dzie umiał ko­chać mał­żon­ka aż do śmier­ci i za każdą cenę.

Kto nie kocha, ten prze­sta­je wie­rzyć w to, że jest ko­cha­ny. Bi­blia nie po­zo­sta­wia wąt­pli­wo­ści co do tego, że być czło­wie­kiem to być kimś zdol­nym do mi­ło­ści.

Trze­cią istotną cechą czło­wie­ka jest to, że czło­wiek nie ma gra­nic w roz­wo­ju. Żaden czło­wiek nie zo­stał stwo­rzo­ny na swój obraz i po­do­bień­stwo czy na po­do­bień­stwo swo­ich ro­dzi­ców, lecz na po­do­bień­stwo sa­me­go Boga, który jest mi­ło­ścią.

Jeśli ktoś za­do­wo­li się tym, co już osią­gnął, i za­trzy­ma w roz­wo­ju, czeka go re­gres i kry­zys. Być czło­wie­kiem to zna­czy bez końca roz­wi­jać się w dobru i praw­dzie, w mą­dro­ści i mi­ło­ści, w świę­to­ści i pięk­nie.

Naj­waż­niej­szą miarą ro­zum­no­ści jest doj­rza­ła mi­łość, gdyż mi­łość jest nie tylko szczy­tem do­bro­ci, lecz także szczy­tem roz­trop­no­ści i owo­cem uczci­we­go my­śle­nia.

Po grze­chu pier­wo­rod­nym każdy z nas jest za­gro­żo­ny tym, że wy­rzą­dzi krzyw­dę sa­me­mu sobie i że bę­dzie mar­no­tra­wił swoje czło­wie­czeń­stwo: swoją mą­drość, wol­ność, czy­stość i świę­tość, swoją zdol­ność do życia w mi­ło­ści, wier­no­ści i od­po­wie­dzial­no­ści. Każdy z nas, dzie­ci Adama i Ewy, jest w ja­kimś stop­niu we­wnętrz­nie zra­nio­ny – w sfe­rze ciała, płcio­wo­ści i sek­su­al­no­ści, w sfe­rze psy­chicz­nej, du­cho­wej, mo­ral­nej, re­li­gij­nej i spo­łecz­nej, w sfe­rze wol­no­ści, pra­gnień, ide­ałów i aspi­ra­cji.

Przy­się­gi sa­kra­men­tal­nej nie skła­da bli­żej nie­okre­ślo­ny, ano­ni­mo­wy, ta­jem­ni­czy czy abs­trak­cyj­ny czło­wiek, lecz wła­śnie JA, ma­ją­cy swoje imię, swoją oso­bo­wość i swoją hi­sto­rię, kon­kret­ny czło­wiek zna­ją­cy sam sie­bie: swoje moż­li­wo­ści i swoje ewen­tu­al­ne ogra­ni­cze­nia co do mi­ło­ści, wier­no­ści i uczci­wo­ści

Wziąć kogoś za żonę / za męża to wy­brać tę osobę za kogoś, kogo odtąd ko­cham i kogo aż do śmier­ci będę ko­chał zde­cy­do­wa­nie bar­dziej niż wszyst­kich in­nych ludzi, a zatem bar­dziej niż ro­dzi­ców, bar­dziej niż ro­dzeń­stwo, bar­dziej niż dzie­ci, bar­dziej niż krew­nych i przy­ja­ciół – obec­nych i przy­szłych. Wy­brać kogoś na mał­żon­ka to za­de­kla­ro­wać, iż ko­cham tę osobę tak wy­jąt­ko­wo mocno, że wy­łącz­nie Boga ko­cham bar­dziej.

Szczy­tem wol­no­ści jest pod­ję­cie de­cy­zji o tym, że ko­cham. Kto bo­wiem kocha, ten ko­rzy­sta ze swo­jej wol­no­ści w naj­mą­drzej­szy i naj­bar­dziej bło­go­sła­wio­ny ze wszyst­kich moż­li­wych spo­so­bów. W świe­tle tego, co po­wie­dzie­li­śmy, przy­się­ga mał­żeń­ska nie jest re­zy­gna­cją z wol­no­ści – jak uwa­ża­ją cza­sem lu­dzie, lecz prze­ciw­nie: jest to jeden z naj­bar­dziej no­bi­li­tu­ją­cych czło­wie­ka spo­so­bów ko­rzy­sta­nia z otrzy­ma­ne­go od Boga daru wol­nści.

Tak to już jest, że wszyst­ko, co cenne, a trud­ne do po­zy­ska­nia, bywa pod­ra­bia­ne. Tak jest ze zło­tem albo z dia­men­ta­mi – tak też jest z mi­ło­ścią.

Nawet w mał­żeń­stwie współ­ży­cie sek­su­al­ne jest je­dy­nie epi­zo­dem w całym kon­tek­ście co­dzien­nej czu­ło­ści i tro­ski o ko­cha­ną osobę.

Gdyby mi­łość była uczu­ciem, nie można by­ło­by jej ślu­bo­wać 

Nasze prze­ży­cia i na­stro­je po­ja­wia­ją się i od­cho­dzą bez py­ta­nia o naszą zgodę. Mi­łość na­to­miast jest stała i wier­na – nie­za­leż­na od uczuć, które w danym mo­men­cie prze­ży­wa­my w związ­ku z daną osobą. Uczu­cia by­wa­ją głu­pie – mi­łość jest mądra.

Mi­łość to efekt de­cy­zji, że chce­my być dla dru­giej osoby darem i chce­my trosz­czyć się o jej los.

Czło­wiek doj­rza­ły ro­zu­mie, że nie jest moż­li­wa mi­łość na próbę ani zwią­zek na próbę, gdyż nie jest moż­li­we życie na próbę.

Kto skła­da sa­kra­men­tal­ną przy­się­gę mi­ło­ści, ten zo­bo­wią­zu­je się ko­chać na wzór Je­zu­sa, gdyż żadna inna mi­łość nie ist­nie­je.

Po­dob­nie czło­wiek po­wi­nien za­słu­gi­wać sobie na czy­jeś za­ufa­nie albo by być dla kogoś au­to­ry­te­tem. Je­dy­nie mi­łość jest za nic. Bóg kocha nas bez żad­nej za­słu­gi z na­szej stro­ny i bez sta­wia­nia nam żad­nych wstęp­nych wa­run­ków. Kocha nas także wtedy, gdy my Go nie ko­cha­my, gdy nie ko­cha­my ni­ko­go z ludzi ani sa­mych siebie.

Do­cze­sność nie jest pie­kłem, gdyż póki ży­je­my, mamy szan­sę na­wró­cić się i za­cząć ko­chać, nawet jeśli dotąd tego nie ro­bi­li­śmy.
Do­cze­sność nie jest też nie­bem, bo nawet jeśli ktoś dzi­siaj jest za­przy­jaź­nio­ny z Bo­giem i kocha, to nie ma pew­no­ści, czy jutro nie ule­gnie sła­bo­ściom. Jeśli prze­sta­nie czu­wać i na­wra­cać się, jeśli od­da­li się od Boga, to może wejść w kry­zys i prze­stać ko­chać. Wła­śnie dla­te­go Jezus stwier­dza, że kto wy­trwa do końca, ten będzie zba­wio­ny (por. Mt 24,13).

Je­zu­sa, ten wie, że ko­cha­ną osobę cza­sem trze­ba upo­mnieć, a cza­sem trze­ba, a nawet na­le­ży się przed nią bro­nić. Na­to­miast nigdy ni­ko­go nie wolno szan­ta­żo­wać wy­co­fa­niem mi­ło­ści – zwłasz­cza osoby, któ­rej ślu­bo­wa­ło się naj­więk­szą mi­łość, jaka może za­ist­nieć mię­dzy ludź­mi, czyli mi­łość mał­żeń­ską.

Mał­żon­ko­wie ślu­bu­ją sobie, że nie opusz­czą się aż do śmier­ci, wła­śnie po to, by oka­zy­wać sobie mi­łość z bli­ska.

Na­rze­cze­ni, któ­rzy są świa­do­mi tego, że Bóg kocha nas nad życie i że tę Jego mi­łość mamy na­śla­do­wać, de­kla­ru­ją, że są go­to­wi w razie po­trze­by oddać życie za współ­mał­żon­ka czy dzie­ci. Bywa, że rze­czy­wi­ście za­cho­dzi taka ko­niecz­ność (gdy np. matka po­świę­ca życie dla ra­to­wa­nia życia dziec­ka), ale czę­ściej to od­da­wa­nie życia jest jakby „na raty”: to nic in­ne­go, jak co­dzien­na ofiar­na służ­ba dla bli­skich od świtu do nocy, to „umie­ra­nie” każ­de­go dnia dla swo­jej ro­dzi­ny, kosz­tem swo­ich sił, swo­je­go zdro­wia; to pa­da­nie ze zmę­cze­nia. Taką mi­łość ślu­bu­ją sobie na­rze­cze­ni.

Doj­rza­li na­rze­cze­ni mają świa­do­mość tego, że nie ma mał­żeństw ide­al­nych, gdyż nie ma ide­al­nych ludzi – każdy z nas ma swoje sła­bo­ści i ogra­ni­cze­nia, każdy w ja­kimś stop­niu roz­cza­ro­wu­je in­nych i sie­bie. Żaden mąż ani żadna żona nie wy­peł­nia w ide­al­ny spo­sób przy­się­gi mi­ło­ści i nie da się unik­nąć za­cią­gnię­cia mniej­szej czy więk­szej winy wobec współ­mał­żon­ka. Z tego po­wo­du w mał­żeń­stwie trze­ba sobie oka­zy­wać mi­łość mi­ło­sier­ną.

W przy­się­dze mał­żeń­skiej nie cho­dzi o mi­łość jak­kol­wiek ro­zu­mia­ną, lecz o mi­łość praw­dziwą – czyli taką, ja­kiej uczy nas Chry­stus i ja­kiej nikt inny na­uczyć nas nie zdoła. Jest to mi­łość bez­wa­run­ko­wa, nie­odwo­łal­na, z bli­ska, wi­dzial­na, za każdą cenę, a jed­no­cze­śnie mądra i mi­ło­sier­na. Kto tak kocha, ten do­świad­cza ra­do­ści, ja­kiej ten świat ani dać, ani za­brać nie może, a jego współ­mał­żo­nek, ob­da­rzo­ny taką mi­ło­ścią, czuje się bez­piecz­ny i chro­nio­ny nie­za­leż­nie od tego, co przy­nie­sie życie.

Gdy ktoś spo­ty­ka się i roz­ma­wia z trze­ci­mi oso­ba­mi, to wi­nien za­cho­wy­wać się w taki sam spo­sób, jakby obok był jego mał­żo­nek. Warto za­cho­wać w tym wzglę­dzie czuj­ność, gdyż uczci­wość – po­dob­nie jak wier­ność – jest nie­po­dziel­na, zatem zła­ma­nie zasad uczci­wo­ści w jed­nej spra­wie pro­wa­dzi do nie­uczci­wo­ści także w in­nych dzie­dzi­nach życia.

W sło­wach „że Cię nie opusz­czę” mie­ści się nie tylko ze­wnętrz­ne roz­sta­nie. Na­rze­cze­ni, wy­po­wia­da­jąc przy­się­gę mał­żeń­ską, równie sta­now­czo wy­klu­cza­ją we­wnętrz­ną „emi­gra­cję”, czyli za­my­ka­nie się we wła­snym świe­cie pracy, za­in­te­re­so­wań, hobby czy pasji. Wy­klu­cza­ją zatem życie obok mał­żon­ka, a nie z nim i dla niego.

Brak komentarzy: