Kościół Świętego Michała na warszawskim Mokotowie.
Noc świadectw. Starzy przyjaciele zaprosili mnie bym opowiedział historię, życia które było dobre i piękne, historię zwykłej ludzkiej miłości, Ani i moją.
To była taka noc że wręcz fizycznie czuło się moc modlitwy, Jego obecność, cały kościół ludzi, wspólnota trwająca na modlitwie. Przed swoim świadectwem poszedłem do spowiedzi.
Dostałem zadanie by prosto po spowiedzi iść na adorację, bo On jest i słucha, i poprosić o coś dla mojej, dla naszej przyszłości. Było dla mnie oczywiste o co. Przecież za chwilę miałem o tym mówić do wszystkich tych ludzi.
By było nam dane żyć dobrze i pięknie. Wspólnie tworzyć niezwykłą relację. Taką, że nawet niechcący będzie promieniowała ciepłem, czułością, akceptacją, uśmiechem.
A potem było opowiedzenie historii. Mam nadzieję że to komuś się przyda, zainspiruje do tego by żyć radośniej. Piękne wydarzenie, czuło się moc modlitwy i Jego obecność.
To był też ważny krok w moim przeżywaniu żałoby. Zrobiłem go świadomie, wiedząc ile mnie to będzie kosztować. To bzdura że czas leczy rany. Ból trzeba świadomie zmieniać w pamięć i wdzięczność.
Ja nie byłem zupełnie w stanie tego odbierać, emocje były zbyt silne. Ale to dzieci opowiedziały mi troszkę co się wydarzyło gdy mówiłem... Justynka stwierdziła krótko: "kilka lat współorganizowałam podobne wydarzenia, takiej ciszy nie pamiętam, miałam wrażenie że nikt nie oddycha." Jeśli tak, to oddaję to Ani, to ona jest główną bohaterką tej historii.
A Bóg jak to on, wcale nie pozwala mi zwolnić. Wczoraj miało być o historii, a On się jednak uparł by pokazać mi przyszłość, i to taką, o której mówił kiedyś biskup Ryś:
"życie, ewangelia, miłość, radość ciągle jest przed nami"
Gdy w niedzielę dopadły mnie wątpliwości, że jak ... może i uda się by było dobrze, ale spodziewać się jeszcze więcej. Mamy przecież swoje lata, wiele spraw się nie wydarzy. Nie będziemy wychowywać razem dzieci, pewnie nie będziemy budować domu, mamy już swoje przyzwyczajenia i ograniczenia.
Mieć odwagę prosić i chcieć by jak w piosence: "następny czas będzie jeszcze piękniejszy i uczyni to miejsce jeszcze lepszym".
A jednak, dzisiaj w Ewangelii ..., On nie patrzy ani na zegarek ani w kalendarz. Każdemu daje tak samo, każdemu daje wszystko. Słuchałem tego Słowa nie dowierzając, dokładnie wiedziałem z jakimi pytaniami przyszedłem na Mszę i dokładnie wiedziałem, że to jest odpowiedź.
Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze.
Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę?
Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?
Jeśli Jego Słowo jest przede wszystkim obietnicą, to niech się wydarzy. No ale to już jest, to będzie nowa historia. Wierzę że o życiu dobrym i pięknym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz