Każdy kto pracuje, to zna.
Ścieżka zdrowia, zgodnie z wytycznymi związanymi z charakterem pracy.U mnie dość długa, bo praca na wysokości, pyły, smoły, auto, praca w stresie (podobno, bo z ludźmi, ja tam lubię z ludźmi). Psychotesty dla operatorów i kierowców, kolorowe lampeczki, ciemnia, testy, kwestionariusze osobowe.
Lecimy z listą kolejnych drzwi do zaliczenia od 7 rano, na czczo, bez kawy, w większości jak to w służbie zdrowia, bezosobowe polecenia, zero komentarza, papiery.
Wchodzę do pani psycholog na podsumowanie testu, wszystko w normie, większośc wyników powyżej przeciętnej ... znaczy jeszcze "kojarzę", w każdym razie mogę jeździć, wszystko OK.
Na koniec, niespodziewanie, ciepłym empatycznym głosem zadane pytanie:
"Przepraszam, jeden punkt w pańskiej ankiecie: stan cywilny: wdowiec". jeśli mogę zapytać kiedy i co się wydarzyło"
Już miałem wychodzić, siadam ponownie i rozpoczynamy rozmowę, kompetentną, konkretną, ale też pełną empatii, zrozumienia, ciepła.
Nie tylko o mnie, ale też o dzieciach jak sobie radzą, o Ani, jakim była człowiekiem.
Gdy wychodzę, pani psycholog wstaje i odprowadza mnie do drzwi, to nie jest standardowe zachowanie w natłoku pacjentów. Dziękuję za rozmowę, za uważność, za czas i empatię.
Za drzwiami zdziwione oczy czekających ... co tam robił ponad godzinę ... może ktoś przywracał mu trochę nadziei.
Takie nieoczywiste gdy trzeba zaliczyć psychotest dla kierowcy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz