Tymczasem w Tatrach rozgrywał się dramat. Powstała o tym książka, warto ją przeczytać.
Cytaty z książki, zdjęcia z naszej wyprawy.
TOPR 2. Nie każdy wróci - Beata Sabała-Zielińska
Moment, w którym człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że śmierć jest bliska, jest chwilą, w której przestaje po ludzku kombinować. Wtedy wszystkie maski, tak zwane postawy, różne filozofie klękają. Wszystko pada i zostaje goły człowiek i goły strach. I jedyna szansa i nadzieja jest w Panu Bogu.
– Nie widzieliśmy, jak piorun uderza w krzyż – przyznaje pilot Andrzej Śliwa. – W śmigłowcu dużo się dzieje, człowiek jest skoncentrowany na wielu rzeczach, więc wtedy, szczęśliwie, nikt z nas tego nie zauważył. Nagranie, na którym to widać, zobaczyłem dopiero rok po zdarzeniu i… zrobiło mi się gorąco. Może dobrze, że wtedy nie widzieliśmy tego uderzenia, bo kto wie, czybyśmy się nie wycofali. Ja zawsze myślę o bezpieczeństwie, o bezpieczeństwie, własnym i innych. Mam żonę, trzech synów, obok siedzi drugi pilot – ma żonę, wnuki. Na pokładzie są ratownicy – każdy ma rodzinę, przyjaciół, życie. Przecież biorę za nich odpowiedzialność.
Chociaż akurat tam było sporo takich, którzy mówili: „Idźcie dalej, tam jest gorzej. Ja sobie poradzę”.
– I to dla mnie było zaskakujące oraz bardzo budujące – mówi Tomasz Wojciechowski. – Naprawdę można było odzyskać wiarę w człowieka, bo przecież spotykaliśmy ludzi poranionych, poparzonych, i to często dość poważnie, a oni odsyłali nas wyżej, do jeszcze bardziej potrzebujących. Pierwszych rannych spotykaliśmy już w rejonie mniej więcej Piekiełka, czyli powyżej schroniska na Kondratowej. Na Herbacianej Przełęczy była kolejna grupa. Zobaczyliśmy obrazek zupełnie nierealny. Ludzie kręcili się, jakby byli obłąkani. Nie wiedzieli, w którą stronę iść, nie wiedzieli, co się stało. Jedni nie słyszeli, inni nie widzieli, ale nawet oni mówili: „Idźcie wyżej. W kopule jest jeszcze gorzej”
Jestem żołnierzem, jeździłem na wojny, byłem świadkiem wielu dramatycznych historii, zamachów bombowych, ale nic mnie tak nie poruszyło jak gest, który zobaczyłem podczas zwożenia zwłok. Ratownik TOPR-u zerwał gałązki kosodrzewiny i po jednej zatknął w każde zapakowane ciało. Tak mnie to wzruszyło, że do tej pory, gdy o tym myślę, szklą mi się oczy. Wtedy nie do końca wiedziałem, o co chodzi, ale i bez tłumaczenia czułem, że jest to gest pożegnania z górami. Hołd złożony tym, którzy w nich zginęli. Akt szacunku.
– Gdy tylko noga mi się zagoiła, poszliśmy na Giewont. W październiku – mówi Rafał Magner. – Nie wiem, czy chcieliśmy się zmierzyć z demonami, sprawdzić, czy jakieś są. Grunt, że wróciliśmy tam, chociaż nie interesował nas szczyt. Chcieliśmy zobaczyć te miejsca, w których leżeliśmy i czekaliśmy na pomoc. Żeby się tam pomodlić, podziękować za to, że przeżyliśmy, i wspomnieć tych, którzy zginęli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz