wtorek, 9 maja 2023

Nie każdy wróci.

Nieświadomi wydarzeń jechaliśmy nocą, jak zwykłe za wschodnią granicę, by o świcie wyruszyć w góry.
Tymczasem w Tatrach rozgrywał się dramat. Powstała o tym książka, warto ją przeczytać.

Cytaty z książki, zdjęcia z naszej wyprawy.

TOPR 2. Nie każdy wróci - Beata Sabała-Zielińska
Mo­ment, w któ­rym czło­wiek zdaje sobie spra­wę z tego, że śmierć jest bli­ska, jest chwi­lą, w któ­rej prze­sta­je po ludz­ku kom­bi­no­wać. Wtedy wszyst­kie maski, tak zwane po­sta­wy, różne fi­lo­zo­fie klę­ka­ją. Wszyst­ko pada i zo­sta­je goły czło­wiek i goły strach. I je­dy­na szan­sa i na­dzie­ja jest w Panu Bogu.


– Nie wi­dzie­li­śmy, jak pio­run ude­rza w krzyż – przy­zna­je pilot An­drzej Śliwa. – W śmi­głow­cu dużo się dzie­je, czło­wiek jest skon­cen­tro­wa­ny na wielu rze­czach, więc wtedy, szczę­śli­wie, nikt z nas tego nie za­uwa­żył. Na­gra­nie, na któ­rym to widać, zo­ba­czy­łem do­pie­ro rok po zda­rze­niu i… zro­bi­ło mi się go­rą­co. Może do­brze, że wtedy nie wi­dzie­li­śmy tego ude­rze­nia, bo kto wie, czy­by­śmy się nie wy­co­fa­li. Ja za­wsze myślę o bez­pie­czeń­stwie, o bez­pie­czeń­stwie, wła­snym i in­nych. Mam żonę, trzech synów, obok sie­dzi drugi pilot – ma żonę, wnuki. Na po­kła­dzie są ra­tow­ni­cy – każdy ma ro­dzi­nę, przy­ja­ciół, życie. Prze­cież biorę za nich od­po­wie­dzial­ność.


Cho­ciaż aku­rat tam było sporo ta­kich, któ­rzy mó­wi­li: „Idź­cie dalej, tam jest go­rzej. Ja sobie po­ra­dzę”.
– I to dla mnie było za­ska­ku­ją­ce oraz bar­dzo bu­du­ją­ce – mówi To­masz Woj­cie­chow­ski. – Na­praw­dę można było od­zy­skać wiarę w czło­wie­ka, bo prze­cież spo­ty­ka­li­śmy ludzi po­ra­nio­nych, po­pa­rzo­nych, i to czę­sto dość po­waż­nie, a oni od­sy­ła­li nas wyżej, do jesz­cze bar­dziej po­trze­bu­ją­cych. Pierw­szych ran­nych spo­ty­ka­li­śmy już w re­jo­nie mniej wię­cej Pie­kieł­ka, czyli po­wy­żej schro­ni­ska na Kon­dra­to­wej. Na Her­ba­cia­nej Prze­łę­czy była ko­lej­na grupa. Zo­ba­czy­li­śmy ob­ra­zek zu­peł­nie nie­re­al­ny. Lu­dzie krę­ci­li się, jakby byli obłą­ka­ni. Nie wie­dzie­li, w którą stro­nę iść, nie wie­dzie­li, co się stało. Jedni nie sły­sze­li, inni nie wi­dzie­li, ale nawet oni mó­wi­li: „Idź­cie wyżej. W ko­pu­le jest jesz­cze go­rzej”


Je­stem żoł­nie­rzem, jeź­dzi­łem na wojny, byłem świad­kiem wielu dra­ma­tycz­nych hi­sto­rii, za­ma­chów bom­bo­wych, ale nic mnie tak nie po­ru­szy­ło jak gest, który zo­ba­czy­łem pod­czas zwo­że­nia zwłok. Ra­tow­nik TOPR-u ze­rwał ga­łąz­ki ko­so­drze­wi­ny i po jed­nej za­tknął w każde za­pa­ko­wa­ne ciało. Tak mnie to wzru­szy­ło, że do tej pory, gdy o tym myślę, szklą mi się oczy. Wtedy nie do końca wie­dzia­łem, o co cho­dzi, ale i bez tłu­ma­cze­nia czu­łem, że jest to gest po­że­gna­nia z gó­ra­mi. Hołd zło­żo­ny tym, któ­rzy w nich zgi­nę­li. Akt sza­cun­ku.

– Gdy tylko noga mi się za­go­iła, po­szli­śmy na Gie­wont. W paź­dzier­ni­ku – mówi Rafał Ma­gner. – Nie wiem, czy chcie­li­śmy się zmie­rzyć z de­mo­na­mi, spraw­dzić, czy ja­kieś są. Grunt, że wró­ci­li­śmy tam, cho­ciaż nie in­te­re­so­wał nas szczyt. Chcie­li­śmy zo­ba­czyć te miej­sca, w któ­rych le­że­li­śmy i cze­ka­li­śmy na pomoc. Żeby się tam po­mo­dlić, po­dzię­ko­wać za to, że prze­ży­li­śmy, i wspo­mnieć tych, któ­rzy zgi­nę­li.



Brak komentarzy: