niedziela, 30 kwietnia 2023

Radisson Blu

30 kwietnia, 

nad zatoką Ryską zachodzi słońce oświetlając miasto kolorami czerwieni. Siedzimy w luksusowym barze na 26 piętrze Radisson Blu, za oknem piękna panorama miasta, sączymy drinka.

Kuba troszkę próbuje zrobić tu plac zabaw by bardziej nacieszyć się tatą, przed nimi kolejne 3 miesiące rozłąki, co zrobić, służba.

Trochę jestem nieobecny. Myśli wracają do 30 kwietnia 1986 roku.

Z Jarosławia wyjeżdża w góry grupa młodzieży pod wodzą księdza Krzysztofa. Na dworcu w Tarnowie przesiądą się na pociąg Warszawa-Krynica.

Pamiętam dokładnie ławkę na dworcu w Tarnowie, dochodziła północ. 

Wczesnym rankiem, z Grybowa wyruszą w Beskid. W dole radosny pierwszomajowy pochód wychwalał socjalizm.


Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że to będzie początek mojej miłości i wielkiej przygody mojego życia. I ta dziewczyna w zielonej flanelowej koszuli, i te góry, i ta opowieść o życiu i historii którą snuliśmy do późna w nocy przy ognisku, gdzieś nad brzegiem Ropy, pieśń o świętym Mikołaju z cerkiewnych ikon, o ludziach którzy tu żyli, o naszym marzeniu by przeżyć życie dobrze i pięknie.

Minęlo 37 lat.

Dopijamy drinka, słońce zachodzi nad Zatoką Ryską. 
Jutro długa droga, wracamy do domu.
Ten dom i życie trzeba teraz zdefiniować od nowa, 
przydałaby się... jak wtedy w Tarnowie na peronie... jakaś podpowiedź.





Brak komentarzy: