sobota, 4 kwietnia 2015

Czwartek



Z artykułu: Noc ludzi wolnych:

Jest takie wymowne zdanie z Tomasza Mertona: "Często wydaje się ludziom, że mają kochać. To prawda, lecz sednem chrześcijańskiej miłości nie jest wola kochania, ale wiara, że jest się kochanym". I to jest ogromna różnica. 
Bo łatwiej mówić jak Piotr, że choćby wszyscy uciekli, to nie ja, bo ja dam sobie radę, bo ja jestem inny. Łatwiej tak mówić niż przyjąć prawdę o tym, że wcale nie jesteśmy inni, ale mimo to, nawet tacy - uciekający od własnych obietnic, idący na kompromisy ze złem i wypierający się Mistrza, dalej jesteśmy w zasięgu Jego miłości i pragnienia zbawienia. 
Wiara, że jest się kochanym, najboleśniej uderza w pychę, która żywi się heroiczną niekiedy samowystarczalnością i lękiem przed przyjęciem jakiegokolwiek daru "Ty chcesz mi umyć nogi?" - usłyszymy dziś w liturgii. - Tego, co Ja czynię, teraz nie rozumiesz - powie Jezus. 
Oczywiście, że nikt z nas nie rozumie, bo pycha pragnie należności za miłość oraz bycia kochanym za coś. I dlatego wpędza nas najczęściej w stan potwornego umęczenia. W efekcie, zazdrośni o każdą minutę, uprawiając jedynie sensowne zajęcia, dochodzimy do tego, że nasze imiona mogą oczywiście znaleźć się w encyklopedii, ale nie są zapisane w księdze życia. I tak uparci zostajemy sami z rozpaczą i grzechem. 
Ta noc, którą rozpoczynamy święta Zmartwychwstania Pańskiego, jest nocą ludzi wolnych, ale staniemy się nimi, bagatela, wtedy, kiedy przyjmiemy gest Jezusowego uniżenia i kiedy wyjdziemy poza gapienie się i "teatralną" scenę, która rozegra się przy ołtarzu, kiedy zrozumiemy, że to wszystko o mnie, o moim życiu, o moim uwolnieniu z grzechu.

Brak komentarzy: