Klęska jest klęską,
niezależnie od przyczyn oraz winny poszczególnych osób czy całych struktur.
Nie da jej się ani ominąć, ani cofnąć, ani zbagatelizować.
Nie jest wolą Boga lub ludzi.
Odciśnie trwały ślad na wspomnieniach i przyszłych decyzjach.
Boleśnie uświadamia nam, że nie mamy władzy nad światem i nad innymi ludźmi.
I bólu tego nie zmniejszają żadne obiektywne fakty ani prawdopodobieństwo porażki wpisane od początku.
Pewnie można przed tym uciekać, odkładając w czasie - aż sprawy potoczą się swoim własnym torem; zrzucając odpowiedzialność na innych; uśmierzając ciężar decyzji łatwymi przecież wymówkami; albo, co chyba jeszcze gorsze, dyskredytować wartości dla których ryzyko zostało podjęte.
Najtrudniejsze są te decyzje których bolesne skutki bardziej dotykają tych których kochamy niż nas samych; nikt nie pomoże nam ich podjąć; wielu skrytykuje.
A przecież gdy w jakiś symboliczny lub prawdziwy sposób ginie człowiek;
nie pytanie dlaczego, ale co możemy zrobić ma swoją wagę.
Na zawsze pozostanie niezaakceptowanym paradoksem moment gdy ratownicy muszą odciąć linę by ocalić siebie. Jeśli nie godzić się z możliwością klęski odwaga była by tylko głupotą lub brakiem wyobraźni.
A może właśnie w środku przegranej bitwy wiara w słuszność drogi ma swoją największą wartość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz