czwartek, 24 kwietnia 2014

Świąteczne odwiedziny

Była Wielka Środa, prawie rozpoczynaliśmy świętowanie Triduum Paschalnego.
Udało mi się wracając z delegacji wstąpić z odwiedzinami do mojej szacownej, kochanej cioci. Starsza kobieta (80+), odczuwająca skutki wieku i chorób, porusza się z trudnością (balkonik), pozostaje samodzielna w podstawowych czynnościach, skazana jednak jest na codzienną pomoc i troskę innych (schody np są nie do pokonania samodzielnie przeszkodą).
Kto zna moja ciocią doskonale rozumie jak wielkim musi być dla niej doświadczeniem takie ograniczenie, zawsze pełna energii, nie znająca przeszkód do pokonania, ciągle w ruchu ...

Trzeba też powiedzieć, że zasłużyła sobie na spokojną starość i szacunek u ludzi. Dzieło jej życia pozostaje niepodważalne, 60 lat w zakonie, z tego większość poświęcone Domowi Dziecka. Najpierw przetrwanie przez absurd socjalizmu, potem odzyskanie domu, jego remont, lata całe jako dyrektorka (oficjalnie lub za komuny nieoficjalnie), przełożona, ... Wielkie grono ludzi które pozostaje jej wdzięczne za okazaną pomoc i serce. Dom Dziecka ma się całkiem dobrze, mimo, że od jakiegoś czasu już nie ma wpływu na jego funkcjonowanie, znaczy dzieło jest trwałe i służy ludziom. 

Nie zrobiła oczywiście tego wszystkiego sama, wspólnota zakonna i grono życzliwych ludzi miało swój wielki wkład; jednak czyż nie  budowanie zespołu i angażowanie ludzi do wspólnego dzieła jest jednym z wyznaczników umiejętności tworzenia wielkich dzieł.  

Teraz została przez chorobę i wiek zmuszona do wyłączenia się z aktywnego życia.
Usłyszałem od niej zdanie które nie było wielkim zaskoczeniem: 
"Trzeba się zawsze pogodzić z wolą Bożą"
No cóż, dobrze przeżyte  życie, starość która niesie swoje niedogodności, trzeba to godnie i w miarę pogodnie znieść - pomyślałem sobie.
Jednak dalszy komentarz skierował moje myślenie na zupełnie inne tory. Mogę go streścić jakoś tak:
"Widocznie jest potrzebna teraz moja modlitwa, skoro niewiele więcej mogę robić, chciała bym w ten sposób przysłużyć się do tworzenia dobra. Modlę się za konkretnych ludzi i dzieła. Mam nadzieję, że moja modlitwa będzie skuteczna. No i mogę czytać, w końcu mam na to dość czasu"
Kilka elementów które wychwyciłem w tym prostym stwierdzeniu i towarzyszącym mu opowiadaniu:
  • zero oglądania się wstecz, co było - Bogu niech będą dzięki, efekt jest tylko taki, że jestem tu gdzie jestem i jest tu coś do zrobienia
  • zero narzekania na sytuację w której jestem - Bóg jest dobry, a to znaczy, że tu gdzie jestem ma dla mnie pomysł na tworzenie dzieł niezwykłych
  • oceniam swoje możliwości, wykorzystuję je bez strachu, słabe nie słabe, nie moja rzecz, jak pomysł jest dobry, to wystarczy, moja sprawa to działać na maxa w ramach możliwości które mam, i działać dzisiaj
  • żadnego "to już koniec, emeryturka", ciągle droga przed nami do pokonania, inna, nowa, nieznana , idziemy ...
  • żadnego polecania Bogu "czegośtam", konkretni ludzie i konkretne dzieła, i oczekiwanie na owoce, bo przecież one pozostają ostatecznie miarą 
  • żadnej kalkulacji: "a co to będzie dla mnie", liczy się dzieło i jego owoce, ono warte jest poświecenia życia, 
  • co oczywiście nie oznacza rezygnacji z poszukiwania leczenia i pomocy które pozwolą poprawić kondycję, przecież skoro "jest dobry" to trzeba o siebie dbać i mieć się dobrze
  • rozwój, choćby przez lekturę, nie żadne zabijanie czasu czymś tam, lektura, konkretne pozycje
Jak bardzo, nam młodym, zdrowym, wykształconym, ... potrzeba spokojnej ufności i odwagi starszej, schorowanej zakonnicy, ciągle młodej, ciągle twórczej, ...
znaczy pogodzonej z wolą Bożą.

Brak komentarzy: