Kiedy sprawy idą źle, przede wszystkim należny znaleźć wewnętrzna przyczynę, która pozwoliła wrogowi zyskać przewagę. W wiekszości wypadków tkwi ona w nas samych, w naszych czynach lub zaniechaniach.
Jest niepisanym prawem historii, że każdy najeźdźca, każdy tyran, nawet najgorszy polityczny łajdak musi zawsze mieć pretekst usprawiedliwiający jego czyny.
Ci, którzy badają
wielką i pełną przygód podróż barki świętego Piotra przez morze wieków, zauważać
będą raz po raz, że w czasach niepokojów i w chwilach, gdy pojawia się
niebezpieczeństwo, rzeklibyście nazbyt wielkie by je pokonać, kolo sterowe
zdawała się ujmować niewidzialna ręka. Przekonują się również, że przeszkody i niebezpieczeństwa,
które wydawały się takie zabójcze, okazują się być środkami a przynajmniej
bodźcami do uzyskania nowej jedności, reformy albo pokonania choroby toczącej Kościół.
Niebezpieczeństwa są, bowiem oznakami wewnętrznej choroby Kościoła i we
właściwym czasie zmuszają do podjęcia „medycznego” leczenia, a czasami nawet do
zabiegów chirurgicznych.
Niebezpieczna jest również doczesna broń - być może bardziej niebezpieczna dla zwycięzcy niż pokonanego. W historii świata można znaleźć na to wiele przykładów. Raz po raz ludzie dzierżący władzę wygrywali wojny - i przegrywali pokój, który po nich następował, ich własny, niesprawiedliwy i okrutny pokój. Z papieży, którzy mieli naprawdę wielką władzę - wielką w sensie doczesnym bardzo niewielu zostało świętymi. Ale niektórzy zostawali.
Gdyby pozwolono im działać dostatecznie długo, „hańba”, czyli Kościół katolicki, mógł znów stać się silą, z którą należało się liczyć, zamiast porzuconym statkiem, wrakiem skazanym na zagładę pod falą intelektualnych drwin i pogardy...
Z daleka, przez wieki, dobiegał cichy głos mędrca Gamaliela:
„Odstąpcie... jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć” (Dz 5, 38—39). Nikt nie słuchał tego głosu. Ale nieco ponad czterdzieści lat później zakon jezuitów został przywrócony. Dziś liczy on mniej więcej trzydzieści pięć tysięcy członków
Z daleka, przez wieki, dobiegał cichy głos mędrca Gamaliela:
„Odstąpcie... jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć” (Dz 5, 38—39). Nikt nie słuchał tego głosu. Ale nieco ponad czterdzieści lat później zakon jezuitów został przywrócony. Dziś liczy on mniej więcej trzydzieści pięć tysięcy członków
z książki "Skała. Historia Kościoła, jakiego nie znacie" Louis de Wohl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz