wtorek, 8 listopada 2011

Na tropie ukrytego Boga

Kardynał Martini ujmując specyfikę religijną współczesnego świata trafnie stwierdził, że rozróżnianie pomiędzy wierzącymi i niewierzącymi nie jest charakterystyczną cechą naszej epoki. Prawdziwa granica przebiega pomiędzy szukającymi, a obojętnymi. Kościół może zyskać nową siłę przyciągania, jeśli stanie się wspólnotą ludzi, którzy nie uwolnią się od swego pragnienia Boga i będą szukać nowych sposobów doświadczania Jego obecności. Obojętność religijna, która zatacza coraz szersze kręgi jest symptomem jakiejś powolnej atrofii „potrzeb” ducha wyjaławiającej nasze społeczeństwa. Myślę tu o postępującym niepojawianiu się głębokich pragnień duchowych, spadku wrażliwości na kulturę wyższą i obniżonej zdolności do samorefleksji.
...
Sekularyzacja polega w pierwszym rzędzie na odcinaniu rzeczy od ich źródeł tak, jakby istniały one od zawsze. Nasza cywilizacja utwierdza nas już od dzieciństwa w przekonaniu jakoby wszystko było oczywiste. Komuż zatem okazywać wdzięczność, skoro do naszej świadomości wciska się drzwiami i oknami nieodparte wrażenie, że tak naprawdę wszystko zawdzięczamy naszej przemyślności i przedsiębiorczości? Zamiast ubiegać się o Boże błogosławieństwo w życiu ważniejszym wydaje się ulokowanie swoich nadziei w wypróbowanej firmie ubezpieczeniowej.
...
Symbol domaga się bowiem myślenia. Można się jednak od niego uwolnić zdając się na skuteczne kierownictwo środków masowego przekazu i tzw. opinii publicznej Media ogarniające już niemal wszystkie dziedziny życia zalewają nas na bieżąco niezliczoną liczbą informacji i opinii. Ów nadmiar prowadzi nieraz do bezwiednego przyjmowania gotowych rozwiązań i wzorców postępowania bez podjęcia jakiejkolwiek refleksji.
...
Z kolei ludzie szukający tęsknią pomimo przeciwności za bliskością Boga. Szukają Go właśnie w tym świecie, w którym wynaturzenia systemów politycznych, rozwój techniczny i brak poszanowania podstawowych praw ludzkich starają się wyprzeć Boga poza ramy życia społecznego. Szukają głębszych korzeni swojej egzystencji i zasadności życia w obliczu cierpienia, choroby i śmierci.
...
Być może jednym z wyzwań przed jakim staje dzisiaj Kościól polega na tym, aby szukać Boga tam, gdzie wydaje się, że Go nie ma. Myślę, że właśnie takie doświadczenia mogą okazać się zaczynem nowego odkrywania Boga, zarówno w skali całego społeczeństwa jak i w życiu osobistym, Boga jako Kogoś zupełnie Innego, a zarazem Bliskiego. Problemem nie jest zatem ogłoszona przez niektórych „śmierć” Boga w naszej kulturze, lecz zauważanie Jego ukrytej blskości we wszystkim, co dzieje się na naszych oczach
...
Niemniej świadomość bezsilności determinuje w pewien sposób każdą formę cierpienia: choroba, notorycznie powtarzające się cudze lub osobiste słabości; samotność lub wrażenie, że nasze wysiłki spełzają na niczym. Bezradność, która nas nagle obezwładnia nie jest dla nas czymś przyjemnym. Przybiera ona postać nie tylko sporego psychicznego balastu, lecz również siły paraliżującej nasze najczulsze, duchowe władze: pragnienie bycia twórczym oraz instynktowną wolę życia i działania. Dlatego pierwszą reakcją wobec napotykanego w sobie muru niemożliwości bywa bunt i odruch ucieczki. Odnosimy wówczas wrażenie jakby nasze dotychczasowe ideały, ambicje i szczytne pragnienia obracały się powoli w perzynę Niemiłosierne ostrze naszych granic uderza w nas z całą swoją mocą, uświadamiając nam niemal namacalnie, że nie wszysto od nas zależy. Dochodzi do tego drążąca serce mroczna pustka, odsłaniająca ukryte w naszym człowieczeństwie ubóstwo. Pośrodku owej ciemności rozpoczyna się wewnętrzna walka pomiędzy wezwaniem do kapitulacji, a woluntarystycznym pragnieniem bycia silnym. Bóg staje się często adresatem wielu pytań prowadzących nieraz do otwartego z Nim sporu. Ogarnia nas nierzadko samotność, smutek i poczucie opuszczenia przez Boga. Takie przeżycia mogą w duszy wierzącego wzbudzić głęboki kryzys wiary, który moim zdaniem wcale nie musi zakończyć się jej utratą.
...
Życie wiary polega w pewnym sensie na ciągłym szukaniu i spotykaniu, przybliżaniu i oddalaniu, błąkaniu się i powracaniu do Boga. Życie duchowe jest pielgrzymką, której niemałą cząstkę stanowi akceptacja trudności, doświadczeń niemocy i doskwierających ograniczeń własnej niewystarczalności. Nikt z nas nie zdoła również osiągnąć raz na zawsze określonego, stale satysfakcjonującego wyjaśnienia wszystkich meandrów i zakamarków wiary. W dużo większym stopniu każdy z nas przechodzi przez długi i kręty korytarz osobistego rozumienia swego miejsca w tym życiu i w wieczności. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ egzystencja człowieka owiana jest tajemnicą.
...
W życiu wiary istnieje niebezpieczeństwo zbytniego utożsamienia się z takimi doświadczeniami, w których obecność Boga nie ulega wątpliwości.
...
Wszelako wydaje się, że aby zaczerpnąć nowych sił, które pomogą przekroczyć fenomen własnej bezsilności trzeba odwrócić kierunek naszego pytania z: „Dlaczego? na: „Po co?” Istotnym jest nie tyle ewidentny fakt pojawiającego się cierpienia, ile sposób w jaki się z nim obchodzimy.
...
Może wydać się dziwnym, że tragedia Wielkiego Piątku nagle wymazała z pamięci apostołów zapowiedź Zmartwychwstania. Ciemność, która zaległa w sercach apostołów utwierdziła ich raczej w przekonaniu, że poprzednie życie było tylko snem, jakąś iluzją i niespełnionym pragnieniem. Pomimo tego Jezus ukazuje się uczniom właśnie pośrodku ich ciemności. W niej, jak mówi Hiob: Bóg czyni cuda niezbadane, chociaż nie widzę Go gdy przechodzi, mija, a dostzec nie mogę (Hi 9, 10-11).
...
Bezradność uczy nas cierpliwości, która paradoksalnie jest oznaką męstwa.
...
W wielu sytuacjach, w których dotyka nas bezsilność własna czy bliźniego wydaje się nam, że musimy koniecznie coś zmienić, że powinniśmy wiele dać. Tymczasem jak przekonują mnie kontakty z aresztantami ważniejszym okazuje się sposób w jaki dajemy niż to, co dajemy. Wszystko jest tutaj istotne: postawa ciała, gesty, odpowiednie słowa, zaufanie czy nawet poczucie humoru. Spotkanie z człowiekiem cierpiącym utwierdziło mnie także w przekonaniu, że największym darem jaki możemy drugiemu ofiarować jesteśmy my sami. W praktyce oznacza to dla mnie okazywanie aresztantom zainteresowania i uwagi poprzez wielogodzinne słuchanie
...

DARIUSZ PIÓRKOWSKI SJ Na tropie ukrytego Boga

Brak komentarzy: