poniedziałek, 7 marca 2011

Celibat – to oczywiste

Nie wiedzieć kiedy zestarzałem się. I dopiero teraz mogę powiedzieć, że bywałem, nie wiedząc, szczęśliwym człowiekiem i spodziewam się być jeszcze szczęśliwszym. Nie dlatego jednak, że już nie grzeszę, bo nie mogę. Nic z tych rzeczy. Przeciwnie, na starość człowiek wrednieje. Kto dożyje i nie zgłupieje, ten się przekona. Szczęśliwy jestem, bo podglądnąłem Piotra Apostoła w chwili jego największej słabości.

Najpierw jednak pytanie do teologów moralistów: jaki to grzech popełnił Piotr na dziedzińcu pałacu arcykapłana? Powszedni czy śmiertelny? A może nie popełnił żadnego grzechu, a tylko zachował się jak najbardziej racjonalnie? Pytanie całkiem ? propos. Ten upadek, widać to jasno, był potrzebny Piotrowi, nam i Jezusowi. Pomógł przecież Piotrowi lepiej zrozumieć, o co Jezusowi chodzi.

Zaczęło się od zachwytu. Piotr zauroczony świeżo poznanym Nauczycielem gotów jest na wszystko, nawet na śmierć, a już na pewno na pozostawienie rodziny i dołączenie do Mistrza. Po jakimś czasie to oczarowanie oczywiście mija. Jego Nauczyciel zaczyna wpadać w coraz gorsze tarapaty. Piotr próbuje Go ratować, odwieść od śmiertelnie niebezpiecznych zamiarów. Wreszcie, gdy Mistrz zdaje się całkowicie przegrywać wszystko, co dotychczas zdobył, Piotr traci ostatki nadziei i po trzykroć odżegnuje się od Tego, którego od tak dawna uwielbiał.

Na szczęście nie na tym koniec. Przyjdzie czas na jedną jeszcze rozmowę. Na pytanie Jezusa: „Czy ty mnie kochasz?”, Piotr odpowiada: „Tak, kocham!”, ale jeszcze dodaje „Ty wiesz, że Cię kocham” (por. J 11, 1-6). To „Ty wiesz” jest właśnie owocem tamtych ciężkich przejść na arcykapłańskim dziedzińcu. Wtedy, gdy Piotr był na dnie, Ten, od którego się odwrócił plecami, nie postąpił podobnie. Wciąż na Piotra patrzył.

Wraz z upływem lat widać wyraźnie, jak to zmaganie się i przegrywanie ze sobą, z innymi, z Bogiem – nie prowadzi do klęski. W przedziwny sposób Bóg robi swoje. To znaczy jakoś tak kieruje wydarzeniami, że człowiek zostawia za sobą więcej dobrego, niż mógł się spodziewać. W ten sposób, jak wierzę, Jezus tworzy Kościół „przyjaciół w Panu”, co jest warunkiem, by Kościół stawał się Jego ciałem, krwią i słowem.

O. Wacław Oszajca
Idę na księdza

Brak komentarzy: