poniedziałek, 6 grudnia 2010

Nie chciejcie, aby was nazywano mistrzami

Wiele środowisk w świecie, a nawet w Kościele, pozostanie zamkniętych dla kapłanów, którzy nie potrafią uwolnić się od oczekiwania na należne im – ich zdaniem – względy. Pewni ludzie nie mają ochoty adorować „buca w sutannie” i jeśli nie wejdzie do ich grona jako normalny człowiek, nie zechcą go w ogóle.

Ostatnio pojawia się w Kościele coraz więcej wspólnot dorosłych ludzi – świeckich katolików. Im dojrzalsza jest taka wspólnota, tym krytyczniej potrafi oceniać kapłana. Nie szukają bowiem nadzorcy ani niemilknącego kaznodziei – niejeden z wykształconych liderów potrafi mówić głębiej, lepiej i z większą kompetencją – ale pragną dobrego pasterza. Chcą spotkać w kapłanie mądrego przyjaciela, który pomaga im żyć Ewangelią, umacnia własną dojrzałością w drodze i karmi łaską świętych sakramentów.

Doświadczenie pracy w szkole pokazuje, że ważny jest bezpośredni kontakt z nauczycielami. Niejednokrotnie budowanie więzi, która umożliwi głoszenie im Jezusa, nie będzie polegało na celebrowaniu Eucharystii dla grona pedagogicznego (na której pojawi się garstka osób już zaangażowanych w życie Kościoła), lecz na przyjęciu zaproszenia do udziału w nauczycielskiej imprezie. Jeśli takie postawienie sprawy wydaje się przesadą, warto przypomnieć sobie zwyczaje Mistrza z Nazaretu, który nie umówił się z Zacheuszem w synagodze, lecz w jego domu, o nie najlepszej zresztą reputacji.

„Nie chciejcie, aby was nazywano mistrzami”

Brak komentarzy: