środa, 24 marca 2010

Aleksander Solzenicyn - Archipelag Gułag:

Przypisywałem sam sobie bezinteresowną ofiarność. A tymczasem byłem gotowym materiałem na oprawcę. I gdybym za czasów Jeżowa trafił do szkoły NKWD – być może dla Berii byłbym w sam raz?
Niech w tym miejscu zamknie książkę czytelnik, który oczekuje, że będzie ona obrachunkiem politycznym.
Gdybyż to było takie proste! – że są gdzieś te czarne charaktery, w czarnych zamia-rach wykonujące swoją czarną robotę i że trzeba tylko umieć je rozpoznać i zniszczyć. Ale linia podziału między dobrem a złem przecina serce każdego człowieka. A kto gotów jest odciąć kawałek własnego serca?
W trakcie życia linia ta ulega przesunięciom, to ustępując wstecz przed rozpierającym się radośnie złem, to zostawiając więcej pola świtającemu dobru. Jeden i ten sam człowiek bywa w różnych epokach swego życia i w różnych życiowych sytuacjach – zupełnie odmienną istotą. Raz bliżej mu do szatana, innym razem – nawet do świętego. Imię zaś nie ulega zmianom i wszystko przypisujemy jednej i tej samej osobie.
Nakazał nam zaś Sokrates: "poznaj samego siebie!"
I nad samym brzegiem jamy, do której już chcieliśmy zepchnąć naszych krzywdzicieli, zatrzymujemy się zdrętwiali: toż to tylko przypadek, że katami zostaliśmy nie my, tylko oni.

Brak komentarzy: