niedziela, 17 lutego 2008

Psycholog w obozie koncentracyjnym

VIKTOR E. FRANKL
http://pl.wikipedia.org/wiki/Victor_Emil_Frankl

"Psycholog w obozie koncentracyjnym"
INSTYTUT WYDAWNICZY PAX 1 9 6 2
Str 73-77

...
Po tej próbie psychologicznego przedstawienia i psychopatologicznego wytłumaczenia typowych cech charakterystycznych, jakie dłuższy pobyt w obozie koncentracyjnym wyciska na człowieku, można by sądzić, że środowisko wywiera nieuchronny i jednoznaczny wpływ na psychikę ludzką, i że życie w obozie jako odrębnym środowisku społecznym musi rzekomo decydująco wpływać na postępowanie człowieka. Można by jednak wysunąć słuszne zastrzeżenie i zapytać: a gdzież jest w takim razie wolność człowieka? Czy rzeczywiście jest tak, jak każe nam wierzyć naturalistyczny światopogląd i naturalistyczny sposób pojmowania życia, że człowiek nie jest niczym innym jak tylko produktem rozmaitych czynników i uwarunkowań, czy to natury biologicznej, czy psychologicznej lub socjologicznej. Czy człowiek jest rzeczywiście tylko przypadkowym rezultatem swojej konstytucji fizycznej, swojej dyspozycji charakterologicznej i miejsca, jakie zajmuje w społeczeństwie? A przede wszystkim, czy duchowe reakcje na specjalne, społecznie uwarunkowane środowisko obozowe rzeczywiście wykazują, że człowiek w żaden sposób nie może uniknąć narzuconych mu siłą wpływów tej formy egzystencji? Że musi tym wpływom ulec? Że panujące w obozie warunki życiowe zmuszają go do takiego, a nie innego postępowania?
Na to pytanie możemy odpowiedzieć opierając się na doświadczeniu i na pewnych zasadach. Na doświadczeniu o tyle, że samo życie w obozie dowiodło, iż człowiek może postępować inaczej. Wiele było przykładów, graniczących często z bohaterstwem, które dowiodły, że można przemóc apatię i pohamować rozdrażnienie; że więc nawet w tym położeniu, pozornie absolutnie przymusowym tak wewnętrznie jak zewnętrznie, można zachować choć trochę wolności duchowej, choć trochę niezależności swojego „ja” od otoczenia. Każdy, kto przeżył obóz koncentracyjny, może coś powiedzieć o ludziach, którzy czy to na placu apelowym, czy w baraku, zawsze mieli dla innych jakieś dobre słowo lub ostatni kawałeczek chleba. Może było ich niewielu, są oni jednak wystarczającym dowodem, że w obozie koncentracyjnym można człowiekowi odebrać wszystko prócz resztki jego wolnej wo1i, od której zależy takie czy inne zachowanie się w danych okolicznościach A zawsze było jakieś „takie czy inne”! Każdy dzień każda godzina w obozie dawała tysiące sposobności do dokonywania wewnętrznego wyboru, który decydował, czy ulec, czy przeciwstawić się owym siłom zewnętrznym chcącym obrabować go z samej jego istoty, Z jego wewnętrznej wolności i zmusić go do tego, żeby wyrzekając się wolności i godności stał się igraszką i po prostu przedmiotem warunków zewnętrznych i dał się wcisnąć w formę „typowego” więźnia obozu koncentracyjnego.
Z tego punktu widzenia duchowe reakcje mieszkańców obozu koncentracyjnego muszą wydawać się nam czymś więcej, niż tylko wyrazem pewnych fizycznych, duchowych i socjologicznych warunków, gdyby nawet te warunki - zarówno brak kalorii w jedzeniu, jak brak snu czy najróżniejsze „kompleksy” wewnętrzne miały jak najbardziej sprzyjać reakcjom typowym dla psychiki więźnia. Okazuje się, że to, co się” dzieje W samym człowieku, to, co obóz z nim jako człowiekiem na pozór „robi”, jest w ostatecznym rozrachunku rezultatem jego wewnętrznego wyboru. Zasadniczo więc każdy człowiek może nawet w takich warunkach w jakiś sposób rozstrzygać, czy będzie typowym więźniem obozu koncentracyjnego czy człowiekiem, który i tam zachował ludzką godność.
Dostojewski powiedział kiedyś: „Jednego tylko się boję, żebym nie był godny swojej męki”.
Słowa te często przychodziły mi na myśl, gdy patrzyłem na tych męczenników, którzy swoją postawą w obozie, cierpieniem i umieraniem dawali świadectwo ostatniej, niezatracalnej wolności wewnętrznej Można śmiało o nich powiedzieć, że byli „godni swojej męki”. Dowiedli, ze cierpieć tak jak należy, jest prawdziwym osiągnięciem wewnętrznym. Duchowa wolność której aż do ostatniego tchu nikt człowiekowi odebrać nie może, nadaje właśnie sens jego życiu. Albowiem sens ma nie tylko życie czynne, dają dające człowiekowi możność twórczego realizowania wartości i nie tylko wyżywanie się, które pozwala człowiekowi osiągać pełnię drogą przeżywania piękna, sztuki lub natury; sens ma nawet życie w obozie koncentracyjnym nie dające sposobności ani twórczego ani biernego przeżywania wartości dopuszczając jedynie możliwość wysoce moralnej postawy, postawy człowieka wobec własnego życia ograniczonego przez siły zewnętrzne. Zarówno życie twórcze, jak i życie polegające na wyżywaniu się są dla niego niedostępne. Ale jeżeli sens ma życie twórcze i życie poświęcone pięknu, jeżeli w ogóle życie ma sens, to i cierpienie musi mieć sens Cierpienie jest przecież nierozłączną częścią życia, tak samo jak los i śmierć. Bez cierpienia i śmierci życie człowieka nie może osiągnąć pełni.

Sposób, w jaki człowiek przyjmuje swój nieodwracalny los i cale złączone z nim cierpienie, w jaki bierze na siebie „swój krzyż”, daje mu aż do ostatniej minuty mnóstwo możliwości nadawania swemu życiu sensu, nawet w najcięższych okolicznościach. Zależnie od tego, czy pozostaje dzielny i odważny, zachowuje swoją godność i brak egoizmu, czy też w zaciętej walce o życie zapomina o swoim człowieczeństwie i staje się zwierzęciem w stadzie -realizuje lub traci te wartości moralne, jakie daje mu jego ciężki los. To właśnie decyduje, czy jest on „godny swojej męki”, czy nie.
Nie myślmy tylko, że takie rozważania są nieżyciowe lub nierealne. Oczywiście tylko nieliczni ludzie potrafią się. wznosić na takie wyżyny moralne; tylko nieliczni więźniowie zachowali pełnię wolności wewnętrznej i osiągnęli wartości, jakie przyniosło im cierpienie. Ale gdyby nawet znalazł się tylko jeden taki więzień, byłby wystarczającym dowodem, że człowiek może górować nad swoim losem. A tacy ludzie są wszędzie, nie tylko w obozie koncentracyjnym. Wszędzie człowiek staje twarzą w twarz ze swoim losem i musi decydować czy poprzez cierpienie osiągnie wielkość wewnętrzną. Pomyśl tylko o losie ludki chorych, zwłaszcza nieuleczalnie chorych. Czytałem kiedyś list młodego człowieka, który donosił przyjacielowi, że niewiele życia mu już pozostało i nawet operacja nie może go uratować. Przypomniał sobie film o kimś, kto odważnie, dzielnie i godnie oczekiwał śmierci; patrząc wówczas, jako młody chłopiec, na ten film myślał, że tak iść naprzeciw śmierci jest chyba „darem niebios”. A teraz los jemu dał taką samą szansę.

Brak komentarzy: